Ludzie, którzy umierają na grypę, czyli kiedy już wiedzą, że ich stan jest tak ciężki, ze niedługo właściwie mogą umrzeć i

nie ma dla nich ratunku, SA zazwyczaj ogromnie rozgoryczeni. Przecież ich choroba rozpoczęła się od zwykłego przeziębienia,

które w miarę wcześnie nie zostało wykryte ani wyleczone. Najczęściej chodzi o śmierć przy powikłaniach po grypie, czyli kiedy grypa była źle leczona, albo w ogóle nie leczona. Właśnie dlatego wyrzucamy sobie, że umieramy przez głupie przeziębienie, bo chcieliśmy pójść na jakieś ważne spotkanie i zbagatelizowaliśmy nasz stan, przez co tracimy życie. Rozmawianie z umierającym na grypę w taki sposób, ze pocieszamy go - zobacz ilu ludzi umiera co roku, jest co najmniej nie na miejscu.